Dzisiaj po raz chyba 6 pod rząd zrobiłam sobie w salonie kosmetycznym manicure hybrydowy.
Lubię kiedy ręce są zadbane i wyglądają estetycznie.
Mam doświadczenia z 3 salonami i z jednego jestem zadowolona mega z drugiego ciut mniej, a trzeci to raczej kiepścizna.
Moja ulubiona kosmetyczka używa lakierów Schellac. Są one i wg mnie i wg niej najlepsze i najbardziej wytrzymałe. Ale ale są także minusy. Niektóre kolory po pomalowaniu dziwnie się roulją na paznokciu. Wygląda to tak jakby ktoś zniszczył na paznokciu lakier szpilką. Trzeba więc czasem poprawiać, a to już niestety zajmuje sporo czasu. Tak się robi z kolorem białym, różowymi i ciemnymi - ale niektórymi. Z czerwieniami jest ok.
Kosmetyczka najpierw skraca paznokcie, potem poleruje płytkę, następnie odtłuszcza ją i nakłada warstwę bazową - bezbarwną. Utwardza w lampie. Potem warstwa koloru i utwardzenie i znowu kolor i utwardzenie i wreszcie warstwa top i znowu do lampy. Na koniec przemywa paznokcie i koniec...
Można się cieszyć pięknymi dłońmi przez nawet 3 tygodnie.
Jaśniejszy manicure jest praktyczniejszy gdyż mniej widać odrośnięty, niepolakierowany paznokieć.
Dzisiaj foto świeżo zrobionych pazurów:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz